Trzy!


Czte!
Ry!

No cóż zaczynamy od początku.
Wszystko, co miało być alfą nowego, stało się błędem, który należałoby naprawić w przyszłości.
Wzbijałam się, sapiąc i z trudem trzepocząc ciemnymi skrzydłami. Nabierałam sił, poprzez każdy ruch zbliżający mnie do niej. Z szyderczym uśmiechem obserwowałam sytuacje. Szyderstwo zmieszane z lękiem powodowało dreszcze wspinające się po plecach.
Chciałam przybyć pod osłoną nocy, usiąść na dachu i z niepokojem czekać rana. Zostać chciałam ostatnim podmuchem, kolejnym dotykiem i następnym zdarzeniem.
Ale to dużo...
Głośny, głuchy huk oświadczył mi, że właśnie uderzyłam o ziemię. A okolicę owładnęło przekleństwo wydzierające się z mojego gardła...






Komentarze:
17.04.2008 :: 13:10 :: 79.185.77.213

daghmarre

Cóż, słońce stapia skrzydła Ikara nawet nocą.
15.04.2008 :: 08:35 :: 87.239.218.75

karia

ach, olciu to wlansie zycie, pelnie niespodziewanych i wcale nie fajnych zakonczen ;) ale zawsze, kazdy w koncu trafia na taka oaze szczeciaz, ze starcza mu na dlugo radosci, przyjemnosci, czulosci itp :D
ownlog.com :: Wróć